You're my obsession, czyli Paczara w zachwycie + krew, baletki, 'Pot i łzy'.

W Nowy Rok, by go dobrze zacząć, Paczara prezentuje Wam jedną z najlepszych serialowych premier roku ubiegłego, a tym samym absolutną perełkę i must popacz. Flesh and Bone zaczęłam oglądać w Święta Bożego Narodzenia, gdy wreszcie można było się na chwilkę chociaż oddać błogiemu leniuchowaniu. Paczara od razu przepadła. W połowie drugiego odcinka już miałam pewność, że paczę na jeden z lepszych seriali ostatnich lat. I nie zawiodłam się.


Paczara nie wie jak zrobiono zdjęcie do tego plakatu ale jeśli bez photoshopa to WOW.



Flesh and Bone to serial produkcji telewizji Starz, w Polsce emitowany pod tytułem Pot i łzy na HBO. Opowiada on historię młodej balleriny, 21 – letniej Claire Robbins (Sarah Hay), która marzy o rozpoczęciu nowego życia i wielkiej karierze. Dla widza jej historia rozpoczyna się w momencie w którym ucieka z domu, wyjeżdża do Nowego Yorku i bierze udział w przesłuchaniach do American Ballet Company. Tam, zostaje odkryta przez Paula Garysona (Ben Daniels), baletowego guru. Natychmiast dostaje pracę i służbowe mieszkanie a Paul zmienia dla niej repertuar i powierza główną rolę w nadchodzącej premierze. Brzmi jak spełnienie amerykańskiego snu? Nie do końca. 

Świat w jaki wkracza Claire, nie jest bowiem słodki i cukierkowy. To miejsce pełne potu, krwi i łez. Na każdym kroku bohaterka doświadcza ostracyzmu, zawistnych spojrzeń i złośliwych szeptów. W tym świecie nie ma przyjaźni, jest tylko rywalizacja. Nawet współlokatorka Claire, Mia, szybko odwraca się do niej plecami. Baletnice są gotowe na wszystko, by zdobyć rolę, zostać primą. Tu nie ma miejsca na ustępstwa, musisz się dostosować lub zginiesz. Flesh and Bone przedstawia nam z jak ciężką pracą zarówno fizyczną, jak i (a może przede wszystkim) psychiczną wiąże się ten zawód. W dodatku, Paul stawia poprzeczkę coraz wyżej. Wie, że nowa ballerina jest przepustką do wielkich pieniędzy i odzyskania dawnej sławy. On dał jej szansę. Teraz ona musi dorosnąć do swoich marzeń i nadziei, które w niej pokłada mentor. Za wszelką cenę. Ten świat wciąga, zmusza do nadludzkiego wysiłku i ustępstw. Przy oglądaniu Flesh and Bone Paczarze nieustannie kołatały w głowie sceny z genialnych Whiplash i Czarnego Łabędzia. 

Claire jest świetna w tym co robi i za wszelką cenę chce się odnaleźć w świecie baletu. Jednocześnie jest zbyt delikatna, by mogło się to zakończyć sukcesem.

Nie tylko świat baletu jest tutaj intrygujący. Sama postać Claire zdaje się nietuzinkowa. Początkowo, bohaterka wydaje się idealna dla baletowego środowiska, jednak zbyt idealna dla widza. Dziewczyna znikąd nagle okazuje się istnym fenomenem i wzbudza powszechny zachwyt. Prawdziwy Kopciuszek. Nie dajcie się jednak zwieść temu wrażeniu. 

Na początku nie wiemy o Claire wiele. Twórcy powoli dawkują nam informację, każąc domyślać się najgorszego. W wieku 18 lat Claire była obiecującą młoda baletnicą. Jednak niespodziewanie postanowiła zrobić sobie rok przerwy. Bliżej nieokreślone „kłopoty rodzinne” sprawiły, że znacznie się ona wydłużyła. To, co się działo w życiu bohaterki przez te lata, stanowi dla widza tajemnicę. Trochę światła rzuca na ten okres powrót jej brata z misji w Afganistanie. Światła i prawdziwego mroku zarazem. 

Paczara chciałaby dogłębnie zrozumieć bohaterkę, wczuć się w jej psychikę. Pewne wydarzenia i wybory Claire sprawiają jednak, iż jest to znacznie trudniejsze niż mogłoby się na początku wydawać.

Wiemy, że Claire musiała przejść jakąś traumę. Jest małomówna, skryta, zamknięta w sobie. Sprawia wrażenie nieustannie przestraszonej. Śpi obłożona swoimi ulubionymi lekturami z dzieciństwa. Zupełnie jakby te książki miały ją przed czymś ustrzec. W sytuacjach bardzo niekomfortowych zadaje sobie ból. Zachowuje się jak spłoszona łania i wypatruje niebezpieczeństw swoimi przerażonymi wielkimi oczami, czym szybko zyskuje sobie ksywkę Bambi. To właśnie przeszłość i osobowość głównej bohaterki jest tym, co przyciągnęło Paczary uwagę. Twórcy mogli pójść na łatwiznę i sprzedać nam historię tragicznie pokrzywdzonego kaczątka. Prawda okazuje się jednak zupełnie inna niż zakładaliśmy, obserwując Claire. Zaskakująca i trudna do zniesienia. Nadaje to tej historii niesamowicie orzeźwiającego wyrazu. Paczara nie chce spoilerować. Zdradzę Wam tylko, że w całej tej opowieści bohaterka walczy głównie z samą sobą i swoimi demonami. 

Serial jest pełen niespodzianek. Ballet miesza się tu z występami w nocnym klubie, niewinność idzie w parze ze zdradą, delikatność i kruchość z naturalizmem i brutalizmem, perfekcja z ułomnością, uprzejmość ze zbrodnią, wpływami i władzą. Mamy więc wątek baletnicy-striptizerki, rozmiłowanego w balecie rosyjskiego mafioza, zmagającego się z własnymi emocjami żołnierza, bezdomnego żyjącego w świecie własnej wyobraźni, bezkompromisowego byłego baletmistrza-geja, tancerki walczącej z nieuleczalną chorobą i primaballeriny zmuszonej do przejścia na wczesną emeryturę. Ostatni wątek ukazuje nam jak ten świat uzależnia, jak trudno pożegnać się z jego jasnymi i ciemnymi stronami. Kiira próbuje wszelkimi siłami utrzymać się na szczycie. Robi to jednak z niesamowitym szykiem i klasą. Niestety, własne ciało odmawia jej posłuszeństwa. Smutny jest moment, w którym prima dostrzega, że przegrała tą walkę. Odchodzi jednak z godnością, ustępując miejsca młodszej konkurentce.

Perfekcja ciała i ruchu nie idzie u Claire w parze z równie niezachwianą psychiką.
Flesh and Bone to prawdziwa uczta bohaterów. Postaci są świetnie zarysowane, mają ciekawie zbudowane historie i fascynujące życiorysy. Dodatkowo w role wcielają się prawdziwi tancerze baletowi, co nadaje postaciom autentyczności. Z prawdziwą niecierpliwością czeka się na dalsze wątki z udziałem kolejnych bohaterów. 

To serial, który uzależnia tak samo jak przedstawione w nim środowisko. Akcja toczy się powoli, niespiesznie ale widz nieustannie wyczuwa bijące z ekranu napięcie. Wiele scen wymaga większego skupienia, osobistej interpretacji. Sporo tu niedopowiedzeń i scen pełnych milczenia a jednocześnie przepełnionych treścią. Widać duże przywiązanie twórców do detali. Widz obserwuje ten świat z prawdziwą fascynacją. 

Paczara osobiście uwielbia oglądać balet. Musze przyznać, że nie znam się jednak na tej sztuce. Nie odróżnię jednaj z francuska nazwanej figury od drugiej. Balet ma jednak w sobie coś, co głęboko mnie porusza. Na spektaklach baletowych Paczara siedzi jak zahipnotyzowana wpatrując się z niemym zachwytem w to, co się dzieje na scenie. Byłam więc w siódmym niebie, mogąc obejrzeć serial o tej tematyce z poruszającą choreografią Ethana Stiefela. Zachwyca już sama czołówka. Jest niezwykle nastrojowa i pięknie zmontowana. Dominują zbliżenia na detal i efekty w slow motion. Obrazy w połączeniu z piosenką Obsession w wykonaniu Karen O, tworzą perfekcyjną, eteryczną całość, którą żal pominąć.

Czołówka to prawdziwa uczta dla oka i ucha. Posłuchajcie

I wszystko byłoby idealne, gdyby nie zakończenie. Nie zrozumcie mnie źle, historia ma bardzo mocny, spektakularny finał. Niestety nie jest on w żadnej mierze oryginalny a przypomina kalki z innych tzw. filmów tanecznych. Połączenie tragedii ze sceną tańca zwykle doskonale się sprawdza i robi niezapomniane wrażenie. Tym razem, wyraźnie jednak coś nie zagrało. Spodziewałam się czegoś więcej po tak nietuzinkowym scenariuszu. A tak miałam jedno wielkie deja vu. Niemniej jednak historia zyskuje wyraźne zamknięcie. I nie dla każdego kończy się happy endem. Mimo to, Paczara z całego serducha poleca Wam ten serial. Mnie uwiódł od pierwszych chwil. Zdecydowanie must popacz.



P.S. Niestety serial będzie miał tylko jeden sezon. Chociaż może to i lepiej. Paczara widzi produkcję jako spójną, zamknięta historię. Najgorsze co można by zrobić, to próbować doczepić na siłę nowe wątki.



P.S. Polskie tłumaczenie tytułu boli, wiem :(

Etykiety: , ,